Dowództwo Operacyjne Sił Zbrojnych

Dowództwo Operacyjne Sił Zbrojnych - serwis informacyjny

powrót e-mail szukaj
szukaj Strona główna Misje/kontyngenty Aktualności Galeria Linki Do pobrania
Dowództwo Operacyjne
Rodzajów Sił Zbrojnych
Pion Planowania Pion Wsparcia Pion Operacyjny Praca w PKW Pion Głównego Księgowego Radca Prawny Wydział Prasowy Kto jest Kim ? Kontakt Pamięci generała Anakonda 2014 Zamówienia publiczne Polemiki i sprostowania Wniosek dyplomatyczny Diplomatic Clearance Newsletter
Godzina 4.40. Pięć Hammerów podjeżdża pod mur starego fortu. Wokół nich zbierają się żołnierze z dowództwa Brygady Task Forces Rugged stacjonujący w bazie Sharana. Rozpoczynają się ostanie przygotowania do patrolu.
2007-06-02

Strzelcy pokładowi montują karabiny maszynowe oraz granatniki w wieżyczkach. Dowódcy po raz ostatni sprawdzają punkty na mapach. Niektórzy jeszcze dojadają śniadanie. Parę minut później dowódca patrolu sierżant John Roberts przeprowadza ostatnią odprawę przed wyjazdem. Celem naszym jest patrolowanie drogi na trasie Sharana- Katyer Khot Castle- mówi Roberts - w miejscowości Griz żołnierze CIMIC spotkają się z dyrektorem miejscowej szkoły- dodaje.
Za kilka dni takie rozkazy wydawać będą żołnierze Polskiej Grupy Bojowej w czasie ich patroli, dziś mogę zobaczyć to czego oni będą doświadczać wkrótce niemal każdego dnia.

Jazda Hammerem na tylnym siedzeniu w pełnym uzbrojeniu nie należy do przyjemnych. Nie o przyjemność tu jednak chodzi, lecz o bezpieczeństwo ludzi nim podróżujących. Z dużym wysiłkiem należy najpierw zamknąć drzwi, które są opancerzone kilkunastocentymetrową płytą stalową. Tej samej grubości jest szkło w oknie. Daje to w sumie ponad sto kilogramów. Przez te kilkanaście centymetrów stali i szkła będę obserwował Afganistan.
Parę minut przed 5 patrol opuszcza bazę. Pięć wozów, dwudziestu żołnierzy oraz dwóch tłumaczy.
Zaraz po minięciu bramy ciężkie pojazdy wpadają w kołysanie na nierównościach drogi. Od określenia „droga” lepiej byłoby użyć słowa wertepy, które czasami są urozmaicone i trzeba przeprawić się przez małą rzeczkę, strumyk lub ogromną wyrwę.

Po kilku kilometrach pustki pojawiają się pierwsze zabudowania a wokół nich mieszkańcy. Nie są nastawieni ani wrogo ani serdecznie. Z ich twarzy można odczytać obojętność, z jaką patrzą na wojskowy konwój. Piesi zakrywają twarze, gdyż kurz, jaki się unosi przesłania wszystko wokół i utrudnia swobodne oddychanie. Motocykliści i rowerzyści, zjeżdżają na bok i czekają aż kolumna pojazdów wojskowych ich minie. Prawie wszędzie serdecznie żołnierzy pozdrawiają afgańskie dzieci. Spotkać je można wszędzie. W większości pasą owce, lub bawią się przed domami. Lecz czegoś tu brakuje - kobiet. Nigdzie ich nie widać. Przemykają jak cienie, lub spoglądają badawczo zza ogrodzeń, lub murów.
Mimo pozornego spokoju na zewnątrz załoga Hammera czujnie obserwuje otoczenie. Uwagę w czasie jazdy zwraca się na wszystko- na śmieci porzucone wzdłuż drogi, nienaturalne przeszkody, lub pojazdy próbujące podjechać do kolumny- tłumaczy kierowca sierżant Mark Smith. On jako jedyny z naszego pojazdu ma przy sobie aż siedemnaście magazynków z amunicją- tego nigdy dosyć - dodaje.
W środku wsi widzimy zabudowania- domy zbudowane z gliny, piasku i wody. Większość z nich otoczonych jest wysokim murem z tego samego budulca. W murze obowiązkowe są drzwi, które zrobione są z drewna, lub z blachy, które w jakiś nieprawdopodobny sposób trzymają się pionowo i nie wypadają. Uliczki powoli zaczynają się zwężać do szerokości pojazdu. Kolumna porusza się coraz wolniej. Teraz główne zadanie ochrony żołnierzy spoczywa na strzelcach pokładowych z wieżyczek. Wieże co chwila obracają się to w lewo to w prawo wypatrując potencjalnego zagrożenia.
Zadanie strzelca w wieżyce jest jednym z bardziej niebezpiecznych- mówi mi sierżant Bogacki, którego matka przyjechała do USA z Warszawy 35 lat temu. Jestem zawsze tym pierwszym, którego podczas wymiany ognia próbuje się unieszkodliwić. Jedyną ochroną wtedy jest pancerz wieżyczki oraz szkło pancerne. Czasami przydaje się również dobry refleks- dodaje Bogacki.
Pomiędzy domami, a czasami przed nimi widać stosy kamieni z wbitymi drewnianymi tyczkami z niezliczoną ilością kolorowych wstążek. To groby, których tu nie brakuje podobnie jak zniszczonych oraz porzuconych domów. Są to zarówno ślady wojen, które przelały się przez ten kraj, jak i braku jakiejkolwiek opieki i pomocy medycznej.

Dojeżdżamy do szkoły. Hammery ze względów bezpieczeństwa ustawiają się w półokrąg. Dużą pomocą w ochronie naszego parolu podczas postoju zapewnia batalion inżynieryjny, który obok buduje nową drogę do meczetu. Jego wozy ochrony ustawione są na pobliskich wzgórzach i zabezpieczają nasze działanie.
W bramie szkoły witają nas uczniowie, którzy pierwsi wybiegli na spotkanie. Szkoła była już częściowo wcześniej wspomagana przez CIMIC. Odnowiono niektóre klasy, lecz nadal brakuje tu podstawowych przyborów szkolnych. Dzieci siedzą na ziemi, brakuje książek, zeszytów i długopisów- żali się dyrektor. Przydałaby się mała studnia lub pompa, bo dzieci myją się w rowie niedaleko stąd- wskazuje palcem. Oglądamy klasy i dzieci. Większość zgodnie ze słowami dyrektora siedzi na ziemi, niektóre mają ksiązki, inne zeszyty. Przed nami był tu UNICEF, widać po tornistrach i niektórych zeszytach. Codziennie przychodzi tu około 700 uczniów – mówi Azim Abdul Sahir nauczyciel matematyki. W innych szkołach jest dwa a nawet trzy raz więcej uczniów i uczą się na 3 zmiany - dodaje. Szef CIMIC-u obiecuje pomoc w zakupie przyborów oraz w odnowieniu elewacji i wymianie okien.
Ze szkoły ruszamy do Kayer Khot Castle. Jest to jeden z najdalej wysuniętych posterunków, gdzie w zamku mieszczą się koszary armii afgańskiej. W Kayer Khot od dwóch tygodniu służbę pełnią również żołnierze z polskiego zespołu bojowego Brawo. Czas mija tu szybko - opowiadają żołnierze. Codziennie wyjeżdżamy na patrole, mam służby na wieżach wartowniczych. Warunki są dobre- dodają - problemy są z łącznością do domu, gdyż nie ma tu polskich telefonów, ale mamy za to internet a niedługo przyjadą już nasi zmiennicy.
Z bazy przechodzi się prosto na zamek, w którym znajdują się koszary. Zbudowany został z tego samego materiału co okoliczne domostwa. Różni się tylko ocynkowaną blachą na wieżyczkach. Na okazałym placu stoją budynki koszarowe. Przed magazynem broni spotykam Suleja Salima, rekruta, który zaciągną się kilka dni temu. Otrzymał broń i nowy mundur. Jego krótki staż w armii zdradzają sandały na nogach, w których się porusza po jednostce. Wstąpiłem do armii z dwóch powodów - mówi Sulej. Pierwszy to dobra praca a drugi- to siła wojska afgańskiego, w którą wierzę - dodał Salima.
Po skromnym posiłku patrol zbiera się w drogę powrotną. Sierżant Roberts znów, przypomina o kwestiach bezpieczeństwa, o których słyszałem już przed wyjazdem. Parę minut po 12 opuszczamy zamek i Kayer Khot. Upał się wzmaga. Klimatyzacja w Hammerze staje się tylko wiatrakiem, który miesza powietrze. Do środka wdziera się kurz, który utrudnia oddychanie. Mundur pod kamizelką nasiąka potem. Nogi znów zaczynają przypominać o braku miejsca. Jedziemy inną trasą, przez inne wioski, ale widok jest ten sam. Obojętni dorośli, radosne choć brudne dzieci machają do nas. Żołnierze odwzajemniają ich radosne powitanie. Wspinamy się wzniesienie. Następuje nagła zmiana pogody. Zrywa się wiatr a wraz z nim deszcz. Sierżant Bogacki co chwilę przeciera gogle. Znowu strzelec ma najgorzej - Bogacki przekrzykuje wiatr i deszcz. Hammery jadą stałym tempem. Droga staje się coraz gorsza i nagle cała kolumna staje. Wszyscy wysiadamy, w wozach zostają tylko kierowcy. Wszyscy zajmują pozycje obronne. Mieliśmy pecha - jeden z pojazdów ma awarię. Nie pojedzie już o własnych siłach. Samochody zostają sczepione linami holowniczymi. Dobrze, że to już blisko bazy. Wracamy prędkością spacerową. Po kilkudziesięciu minutach docieramy do bramy bazy Sharana. Zepsuty pojazd trafia od razu do warsztatu, żołnierze na odpoczynek, bo jutro jadą znów na kolejny patrol.
Za kilka dni nasi żołnierze będę jeździć tymi drogami i spotykać się z miejscową ludnością. Do nich będą machały dzieci na ulicy a jedynymi przygodami jakie ich spotkają niech będą popsute samochody.

Wojciech Majeran
do galerii >>>



Praca w Polskich Kontyngentach Wojskowych!